[ walentynki ]

Autor: Jan Lete, Gatunek: Poezja, Dodano: 18 listopada 2011, 13:53:44

tego wieczoru

 

stado zadartych łbów na sztywnych łodygach wyło w zaciśniętej dłoni
krew, krew – wołał nieobecny ksiądz, gdy w kielichu wiły się bachantki
za oknem jęczały kamienie dławiąc się purpurą w tłumie zimnych szyb
a cyganka śpiewała habanerę nie wierząc w przepowiednię końca

l'amour est un oiseau rebelle

 

wtedy ona powiedziała bym położył to wszystko na stole

i dalej kroiła wołowinę

w kawałki wielkości orzechów włoskich

na gulasz

Komentarze (11)

  • I to jest krwisty kawałek poezji!:)

  • Bardzo dobry.

  • Rzadko się zdarza, żeby wiersz był prawdziwym dziełem sztuki, a ten jest.

  • zgadzam się z przedmówczynią, perełka

    • Szel _
    • 18 listopada 2011, 16:41:09

    niebezpieczna milosc Janie, piekna i zwodnicza jak carmen !

  • drogie panie, pięknie dziękuję. teraz nie pozostaje mi nic innego niż pójść strząsnąć z siebie napęczniałą dumę własną :)

    • Szel _
    • 18 listopada 2011, 16:56:53

    strzasnac co nieco mozesz, bylebys sie nie pochlastal :))

  • do jasnej ciasnej! bardzo piękny

  • a podobno mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus... :)

    • Szel _
    • 18 listopada 2011, 19:10:07

    podobno bliznieta jednojajowe maja cztery jaja
    albo dwie macice

  • hhihihi

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się